2 listopada 2016

BALI - Amed i okolice

Nurkowania rozłożyliśmy sobie tak, aby półtora dnia mieć jeszcze na przejażdżkę skuterkiem po okolicy. Ta wydawała się być interesująca, na tyle, na ile udało nam się zobaczyć z okna samochodu, jadąc do miejsc nurkowych, w miejscowościach raz w jedną raz w drugą stronę od Amed. Soczysta zieleń, wszędzie ryżowe pola, góry, piękne zatoczki. Po ostatnim nurkowaniu, wypożyzyliśmy skuter, który zorganizował nam pan dozorca naszego hotelu. Nie pamiętam dokładnie ile kosztowało nas wypożyczenie, ale pamietam, że nie więcej niż 20 zl za dzień. Do tego paliwo za 3 zł i można mieć najpiękniejszą wycieczkę za naprawdę niewielkie pieniądze. Jedziesz, gdzie chcesz, dokąd chcesz. Przystanki - kiedy chcesz. I to jest w tym wszystkim najfajniejsze. Nikt nie mówi Ci, ile masz czasu na daną atrakcję, w które miejsca masz pójść, a które powinieneś sobie odpuscić. Nie ma nic lepszego na poznawanie kraju, jak zgubienie się na motorze wsród najwęższych i najstromszych uliczek, jakie są tylko możliwe. Czasem tak stromych, że motor nie daje rady i trzeba z niego schodzić i pchać, do momentu aż droga znów poprowadzi w dół. 



Kaski są obowiązkowe, acz kolwiek w okolicy Amed nie każdy tego przestrzegał. Później dopiero, podczas wycieczek z Ubudzauważyliśmy, że w "większych miastach" jednak wszyscy jeżdżą w kasku. 


Przy drodze, w kramie ze wszystkim, można nabyć także paliwo, sprzedawane w szklanych litrowych butelkach, chyba po alkoholu.


No. I długo na takie widoki nie trzeba było czekać. Za pierwszym zakrętem pojawia się prawdzie, reasowe, typowe Bali. Zielone, górzaste, ryżowe, pachnące kadzidełkami.


To takie najzwyklejsze widoki, które mieszkańcy mijają każdego dnia, pewnie bez zwracania na nie szczególnej uwagi. Ot zwykly krajobraz. Dzień, jak co dzień.








Ludzie ciężo pracują. W upale, pocie czoła, dźwigają ciężkie zbiory pod górę. Kobiety pracują przy remoncie drogi ... nie uwieczniałam tego.


Dojechaliśmy do Water Palace Tirtagangaa. Piorunującego wrażenia na nas nie wywarł, ale zawsze to jakaś atrakcja zaliczona.





Przed pałacem znajduje się targ. Sprzedają na nim pamiątki, napoje oraz owoce. Nabyliśmy kilka lokalnych przysmaków. 


Rambutan


Snake Fruit - nie trudno domyśleć się skąd w nazwie wziął się  "wąż"


Mangostan - moje największe zaskonczenie, nie spodziewałam się, że tak bardzo mi posmakuje. Słodziutki, delikatny. Fioletową skórkę obiera się a w środku jest biały owoc, który podobny jest do czosnku lub niektórym kojarzy się z kulką bawełny. 


W środku coś, co wygląda i podobnie smakuje jak czereśnie. Ale jest większe i twardsze. Ale nie wiem nadal, jak się nazywa. Może ktoś pomoże?


Dragon Fruit - ten różowy, w środku jest biały (lub może też być różowy), ma pestki jak mak, przypomina w smaku kiwi, ale jest mniej aromatyczny.
Zielone na pierwszym planie to może być mały Jack Fruit, lub jeśli jeszcze coś innego - proszę o podpowiedź


I jedziemy dalej. Z powrotem, w drugą stronę od Amed


Chciałabym za każdym razem zatrzymywać się przy drodze na szybkie zdjęcia, ale nie jest to dobrym pomysłem, bo drogi są kręte i dość momentami ruchliwe, nie zawsze z poboczem



Pojechaliśmy w kierunku Tulamben - czyli wioski, w której nurkowaliśmy na wraku z II wojny światowej 





Wjeżdżamy do Amed



Przy każdym domu stoi kapliczka. To wręcz obowiązek. Po kilka razy dziennie, składane są dary dla duchów, dla tych dobrych ale też i dla tych złych, żeby je trochę udobruchać ^^ Są to specjalnie uplecione małe koszyczki z liścia palmowego, z kwiatami, w środek wlożone podpalone kadzidełko. Mieszkańcy ukladają także słodkości, Snickersy, ryż, butelkę Coca Coli lub Fanty



Przejechaliśmy przez Amed jedyną drogą, która taktędy wiodła. Zatrzymywaliśmy się na zdjęcia, bo ta już nie była tak uczęszczana. Bywało, ze przez długi odcinek jechaliśy po niej sami


Typowe balijskie łodzie



Punkt widokowy. Zdecydowanie lepszy jest widok do południa, kiedy słońce świeci z drugiej strony i podświetla kolor wody i nasyca zieleń. Na drugim planie jest wulkan





I kolejna zatoczka. Wszystkie są bardzo do siebie podobne 







Przepiękna i intensywnie pachnąca plumeria. To zdecydowanie mój ulubiony kwiat, tuż za słonecznikami




Ta dróżka nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale podeszłam bo pojawiła się na horyzoncie kolejna zatoczka, która najbardziej ze wszystkich mi się spodobała




Przystanek przy lokalnym sklepie. Upał niemiłosierny, chcieliśmy się czegoś napić. W lodówce same chemiczne, słodzone napoje.


Tutaj to chyba żaden turysta jeszcze się nie zapędził. Ale ja już tak mam - zrobię coś i pojawię się gdzieś, gdzie teoretycznie nie powinnam. Jestem w stanie niechący nawet przejść Mario Bross w lewo ^^




Ani zdjęcia, ani opowieści nie przekażą tego uczucia, które towarzyszy przebywaniu na szczycie góry, z widokiem na morze i jedyną żaglówkę. Upał, wszystko się lepi, w dole korony palm, pachnie wakacjami.



Patrząc na mapę, stwierdziliśmy, że skoro jedziemy w tym kierunku, to może zahaczymy o wodospad, który powinien znajdować się gdzieś w tej okolicy. Już kilka razy zapuszczaliśmy się na poszukiwania różnych wodospadów i postanowiliśy już więcej tego nie robić, bo nigdy nie udało nam się żadnego odnaleźć. Wracamy więc bez zaliczonego wodospadu.


Pan się uśmiecha, ale nijak nie idzie się z nim dogadać


Widoki uzależniają i chcą popchnąć nas dalej, jednak rozsądek mówi, ażeby już wracać. Wypuściliśmy się dosyć daleko od domu, słońce chyli się ku zachodowi, a motor nie jest w najlepszej kondycji. 



Rzutem na taśmę udało nam się dojechać przed zmrokiem. Ale zachodu nie było!