25 grudnia 2012

10. Bonjour Paris !

          W Paryżu byłam dwa razy: w październiku 2003 roku i kwietniu 2004. Dlatego też wynalezienie tanich biletów na ten kierunek, nie było moim priorytetem. Znajomy raz poprosił mnie o monitorowanie biletów do Paryża, jako prezent dla rodziców z okazji którejś tam rocznicy ślubu. Pojawiały się od czasu do czasu, to z Wrocławia, to z Krakowa, można było zamknąć się w 50 zł w dwie strony, jednak terminy nie do końca odpowiadały. Prawdziwym hitem okazał się weekendowy wylot z Katowic, w grudniu, za 26 zł w obie strony. Z powodów zdrowotnych, rodzice Łukasza nie mogli polecieć, ale szkoda by było gdyby takie bilety się zmarnowały. Zdecydowaliśmy, że zamiast rodziców, polecimy my.

          Przylecieliśmy w piątek wieczorem, część z nas była tego dnia jeszcze w pracy, inni dzień wcześniej wrócili z delegacji więc mało kto miał siły na wieczorne włóczenie się po mieście. Kupiliśmy parę butelek francuskiego wina, śmierdzącego sera i zostaliśmy w mieszkanku.


***

Skoro świt, o 10 :-) zjedliśmy śniadanie: świeże bagietki i rogaliki, przyniesione prosto z piekarni przez Basię i Łukasza, ser, szyneczka i sok pomarańczowy. Smakował jakby chwilę wcześniej wyciśnięty został z pomarańczy. Nie wiem czy to tylko takie nasze wrażenie, ale wszystko to smakowało zupełnie inaczej niż u nas. Nawet ta sama kawa Nesca, nie była aż tak spalona i pachniała jak świeżo zmielona. Wkurzające to jest .... niby ten sam towar, a jakość w Pl pozostawia wiele do życzenia ... Ceny zresztą też. 



Mieszkaliśmy w dzielnicy 11, w kamienicy,  w której każdy centymetr powierzchni był zagospodarowany. Wąskie korytarze, wszędzie jakieś drzwi, drzwiczki, okienka ... 


                         Po śniadaniu udaliśmy się na oględziny najpiękniejszego miasta świata. 


                 Po Paryżu najlepiej poruszać się jest metrem. Siatka połączeń jest bogato rozwinięta. 
Na początek pojechaliśmy oczywiście pod wieżę. Jeśli ktoś jej jeszcze nie widział, najlepiej podjechać pod stację Trocadero, gdzie kilka metrów od wyjścia, Eiffla wyłania się niespodziewanie, między skrzydłami Palais de Chaillot.



Na placu Trocaredo, zimą pojawia się jarmark świąteczny, na którym można spróbować grzanego wina, pieczonych kasztanów, ciepłych regionalnych dań, wędlin i serów, pierników, ciasteczek, gofrów, nugatów a także zakupić pamiątki i prezenty.









Wjechaliśmy na wieżę, na samą górę. Wbrew pozorom, długaśna kolejka dość szybko się przesuwała.
Bilety w grudniu kosztują 8,5 euro na drugie piętro i 14 euro na samą górę. Wydaje mi się, że ceny w sezonie letnim są nieco wyższe, ale mogę się mylić.




Figury woskowe Eiffle'la i Koechlina, siedzą sobie na samej górze.






Wieża Eiffel'a zbudowana została w 1889 roku na Światową Wystawę i miała zostać rozebrana po 20 latach. Trudno sobie dziś wyobrazić Paryż bez tej kupy żelastwa. 


Szczególnie pięknie prezentuje się wieczorem, a o każdej pełnej godzinie, migocze przez kilka minut. Pod linkiem znajduje się krótki filmik, nakręcony przez Michała. Dziękuję za możliwość udostępnienia :-)


lub znalezione na Youtube, gdyby komuś nie otworzył się ten Michałowy


Spod wieży, udaliśmy się pieszo do muzeum Luwr, mijając po drodze Pałac Inwalidów...

... i podobno największą tego roku choinkę w Europie a także kolejny jarmark świąteczny z karuzelą. 

Zaczął padać deszcz.


Niestety pogoda trochę pokrzyżowała nam plany ... deszcz padał coraz mocniej. Aparat mi zaparował, a my przemokliśmy. Wsiedliśmy na najbliższej stacji w metro i pojechaliśmy do mieszkania. Tego wieczoru mieliśmy w planie zobaczyć jeszcze Champs Elysees i piękne iluminacje świetlne, które były, akurat dla mnie, głównym punktem tego wyjazdu. Wieżę, Luwr, Notre Dame czy Sacre Coeur widziałam już podczas wcześniejszych wizyt w Paryżu. 
Ogrzaliśmy się w mieszkanku, a deszcz w między czasie przestał padać. Około 21 pojechaliśmy na najsłynniejszą ulicę Paryża. 


Iluminacje były ładne, lecz nie powalające. Spodziewałam się jednego wielkiego światła i oczopląsu. Wydaje mi się, że w niektórych przewodnikach, ze zdjęciami z wcześniejszych lat, światła robią większe wrażenie.

Jarmark świąteczny, który ciągnął się od karuzeli, niedaleko Luwr. 





Stoisko z czekoladą. Pachniało nią jeszcze dwa stragany dalej. Pyszności!





Jedna z iluminacji na wodzie, przed Champs Elysees









Arc De Triomphe



Oryginalny sklep Disney. Byłam zawiedziona ... 9 lat temu, kupiłam dwa nietypowe kubki z Puchatkiem, słomki do napojów i ręcznik plażowy, świetnej jakości, mam je do dziś. Tym razem nie było nic, poza pluszowymi misiami i księżniczkami oraz kilkoma przeciętnymi kubkami.

Łuk Triumfalny, to pomnik postawiony na placu Charles'a de Gauell'a  w 1836 roku, dla uczczenia tych, którzy oddali życie za Francję podczas rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich. 


Metro zamykane jest jakoś chwilę przed 1 w nocy, dlatego daliśmy sobie około 2 godzin  na spokojnie "zrobienie" Champs Elysees. Jako, że zostało nam jeszcze trochę czasu i energii, postanowiliśmy podjechać na Plac Pigalle i zobaczyć Moulin Rouge. 







Kabaret Moulin Rouge, prezentuje przedstawienia taneczne od 1889 roku.


Przed wejściem, ustawiona była dość spora kolejka. 

***
Na ostatni dzień, zostawiliśmy sobie Notre Dame i Sacre Ceur. Pogoda przywitała nas przepiękna. Błękitne niebo i 11 stopniowa temperatura.




Notre Dame leży na wyspie de la Cite




Weszliśmy do środka. Akurat odbywała się msza. Zwiedzający mogą wówczas poruszać się tylko po bokach katedry. 




Na mnie akurat, największe wrażenie robi katedra od tyłu. Patrząc na nią od frontu, nikt się nie spodziewa jaka jest ogromna. 



Most zakochanych przy Notre Dame.



Pływająca kafejka na Sekwanie


Mój ulubiony w całym Paryżu widok 






Zrobiliśmy sobie mały spacerek po uroczych uliczkach nieopodal katedry.









Korzystając z okazji, że zostało nam sporo czasu do wyjazdu na lotnisko, pojechaliśmy jeszcze raz pod Luwr, gdyż poprzedniego wieczoru nie zobaczyliśmy za wiele. 





Le Louvre, za dnia i bez deszczu 


Nie wchodziliśmy do środka - za mało czasu, za dużo oglądania, a przed nami jeszcze wycieczka pod Sacre Coeur. Ja miałam przyjemność zobaczyć Monę Lisę i dużo dużo więcej, podczas mojej wizyty w 2003 roku.



Arc de Triomphe du Carrousel 



18 dzielnica Paryża - Montmartre.


Bazylika Sacre Coeur, budowana w latach 1876 - 1914.



Na wzgórzu Montmartre, u stóp bazyliki, oprócz handlu podrabianymi torebkami Louis Vuitton i miedzianymi wieżyczkami Eiffel'a, odbył się niecodzienny pokaz z piłką do nogi.




Z prawej strony bazyliki (stojąc na przeciwko niej), jest ładne zejście w małą uliczkę z knajpkami oraz mały park. 


Niby zwyczajne miejsce, ale często mi się śni i czuję do niego jakąś dziwną energię. Być może mieszkałam tu w poprzednim wcieleniu?



          Z lotniska Beauvais, do centrum Paryża jest ładnych kilkadziesiąt kilometrów, dlatego wybierając się tam, należy liczyć się z kosztami dojazdu. Shuttle Bus kosztuje 28 euro w obie strony, jednak nie wydaje mi się, aby za taką kwotę można było dolecieć na inne lotnisko, bliżej Paryża. Dodając 26 zł za bilety lotnicze, wychodzi kwota rzędu 150 zł to i tak niewiele za weekend w najpiękniejszym mieście świata a przy okazji spełnienie marzeń, niejednego z nas :-)