11 maja 2016

Kula Lumpur - w 3 dni stolica Malezji

Po powrocie z Bali, poproszono mnie o napisanie relacji z tego miejsca. Nie chcialam "zasmiecac" tym bloga o Malediwach, chcialabym, aby tematyka nie odbiegala stricte od miejsca, w ktorym zyje i ktore promuje (mowa o Malediwach i wyspe Nilandhoo, link do boga znajduje sie tutaj Przypomnialo mi sie, ze mialam kiedys innego bloga, wlasnie tego, gdzie opisywalam swoje weekendowe historie, a takze te wakacyjne, gdzies z Europy. Z wykorzystaniem tanich linii lotniczych, raczej nisko budzetowo. Dawno nic tu nie umieszczalam bo skupilam sie na Malediwach, czas zreszta mi na to nie pozwalal, aby prowadzic dwa blogi. Wiele sie od tamtej pory zmienilo, kraj, a nawet kontynent, na ktorym zyje, praca, przyjaciele. Zmienil sie takze partner.

(zmiany zawsze wychodza na dobre)

Z Bali jestem ciagle na biezaco we wpomnieniach i jako, ze mamy niski sezon na Malediwach, mam wiecej czasu, postanowilam, ze podziele sie moja wyprawa. Podam tez kilka informacji prktycznych.



Ale zanim o Bali ... wczesniej zatrzymalismy sie na 3 dni w Kuala Lumpur. Nie ma bezposrednich lotow z Male na Bali, najkorzystniejsza opcja byl przelot z przesiadka w stolicy Malezji. Postanowilam to wykorzystac i zatrzymac sie tutaj na chwile. Myslalam, zeby pobyt przeciagnac do tygodnia i udac sie gdzies w inne rejony Malezji, ale stwierdzilam, ze podczas tego wyjazdu kroluje Bali, a Malezja ma byc do tego tylko milym dodatkiem. Innym razem wybiore sie do Malezji na dluzej, nie chce zwiedzania po lebkach. Jednak na stolice te 3 dni to tak akurat.
Bilety na trasie Male - Kuala Lumpur - Bali - Singapore - Male, kupilam w opcji Multicity za posrednictwem internetowego biura, ktore na stronie kayak.com wyszukalo, jako najtansze. Za 2 bilety z duzym 20 kg bagazem, zaplacilismy 850$. Duzo, nie duzo, ale mielismy sztywny termin wiec nie bylo mowy o celowaniu w zadne promocje. Loty odbyly sie liniami Air Asia oraz ostatni odcinek z Singapore - Tiger Air. To takie odpowiedniki Wizzaira i Ryanaira. Jednak roznica byla spora. Nie czulam sie jakos gorzej traktowana niz u innych przewoznikow. Fakt, ze przestrzeni na nogi na pewno nie bylo tyle, ile w Emirates, a za jedzenie trzeba bylo dodatkowo placic, ale samolot byl czysciutki a obsluga przemila. Jedzenie 3 - 5$ wiec nie jakos specjalnie drogo.
Lot z Male do Kuala lumpur odbyl sie poznym wieczorem, tym samym cala noc nam gdzies uciekla. Roznica w czasie miedzy Malediwami a Malezja wynosi 3 h, wiec po 3 godzinnym locie, dodajac 3 godziny roznicy, na miejscu bylismy po 4 nad ranem. Wzielismy taksowke prosto do hotelu, ktory uprzednio zarezerwowalam na bookingu. Koszt przejazdu taksowka z taxometrem z lotniska KLIA2 do centrum wynosi ok 25$.

Zarezerwowalam pokoj w V'la Heritage - szalu nie bylo, ale na 3 noce byl akurat. Cena jednego noclegu to 25$ ze sniadaniem dla 2 osob. Obsluga byla mila i lokalizacja dobra. Niedaleko od glownego centrum i dzialo sie tu dosc sporo - blisko do przystankow autobusowych, mnostwo knajpek, restauracyjek i marketow. Wszystkie mozliwe kuchnie swiata. Ok 10 minut piechota takze od ekskluzywnych centrow handlowych.




Zdj. booking.com

Odespalismy noc, ktora skradla nam roznica czasowa i udalismy sie oczywiscie pod symbol Kuala Lumpur - blizniacze wieze, ktore dziesiatki razy widzialam na djeciach w internecie, w ksiazkach, przewodnikach, na blogach podrozniczych. Zastanawialam sie wowczas, kiedy to mi uda sie zrobic takie zdjecie. Zdjecie, gdzie stoje pod swiecaca blizniacza wieza. Wiedzialam, ze kiedys to nastapi. I nastapilo, w kwietniu 2016 roku. Wieze robia niesamowite wraazenie, zreszta jak i cale miasto. Duzy swiat, wysokie budynki, oszkolone, kazdy jest inny. Jezdza ladne auta, pociagi, autobusy, jednoszynowiec, zawieszony w powietrzu. Czlowiek na tej malediwskiej wsi odwyka od cywilizacji . Odwyklam rowniez od zwyklych, ludzkich zwrotow grzecznosciowych, takich jak "prosze, dziekuje, przepraszam". Malediwcy sa cudownym narodem, ale w ich kultrze nie trzeba przepraszac, jesli stanie sie komus niechcacy na stope. Nie trzeba mowic dzien dobry, wchodzac do kogos do domu. Nie ma w sklepach kolejek - panuje prawo dzungli, a i to niekoniecznie. Nawet, jesli przyszedles do sklepu drugi, ale szybciej wybrales swoj produkt, jestes obluszony w pierwszej kolejnosci. Nie ma kolejki, kazdy staje, gdzie wolne. Stad to mile zaskoczenie porzadkiem, jaki panuje  w Kuala Lumpur. (W Azji bylam poki co na Sri Lance, w Indiach, Tajlandii no i Malediwy - na tej podstawie wydawalo mi sie, ze Azja jet wasnie taka "dzika").
W Kuala Lumpur jest wiele linii autobusowych, zapakowalismy sie w pierwsza lepsza, ktora jechala do centrum, okazalo sie, ze jest bezplatna. Jedynie co bylo meczace to korki .... krotki odcinek pokonalismy chyba w godzine. W miedzyczasie zaczelo lac, wiec w sumie dobrze, ze mielismy schronienie. Przesalo, kiedy akurat mielismy wysiadac.









Petronas Twin Towers

Wieze maja wysokosc 452 metrow, do 2004 roku byly najwyzszymi budynkami swiata. Sa to budynki biurowe, jedna z wiez calkowicie przeznaczona jest dla firmy Petronas (maleyzjskie przedsiebiosrtwo naftowe). W drugiej wiezy stacjonuja rozne, inne znane marki (IBM, Microsoft, Al Jazeera International, Shell, itd.)


Jak wszedzie,w takich miejscach i tu bylo duzo ludzi, kazdy chcial zrobic sobie wyjatkowa fotke z blizniaczymi wiezami. Ciezko bylo, aby inni nie wchodzili nam w kadr. Udalo sie zrobic killka dobrych ujec 





Na 41 i 42 pietrze znajduje sie most, laczacy obie wieze. Budynki posiadaja w sumie 76 wind











Menara Kala Lumpur - 4 najwyzsza na swiecie wieza telewizyjna (jeszcze bedzie o niej pozniej)


Wroilismy taksowka w nasza okolice i udalismy sie cos zjesc. W dzielnicy Bukit Bintang znajduje sie wiele restauracji, z kazda mozliwa chyba kuchnia swiata. Wybralismy sie do najbardziej lokalnej, w poszukiwaniu curry, smazonego kurczaka - Imranek teraz tez juz wie, jak to jest, kiedy ma sie smaka na cos swojego, a tu wszystko, tylko nie jego smaki. Lokalna restauracja (moze za duze slowo) najbardziej wpasowala sie w malediwskie gusta. Ja natomiast jadlam wszystkiego po trochu. Raz pizze, raz arabskiego kebaba, czasem azjatycka kuchnie, ryz, zasmazane wazywa. Wszedzie dostepne swieze soki. Ceny ok 10$ za swie osoby, za dania , soki, czasem kokosa. 







Okolica tetni zyciem do poznej nocy 

***

Drugiego dnia postanowilismy wyjechac nieco poza Kuala Lumpur. Przed wyjazdem szukalam w sieci, co mozna zobaczyc w tak krotkim czasie, nie wypuszczajac sie za daleko. Znalazlam Batu Caves. Na zdjeciach wygladala imponujaco. Jechalismy okolo 35 minut taksowka (8$), bo nie bylo duzych korkow.




Wejscie do jaskini i stojacy tam olbrzymi Budda, robia wrazenie. Nie weszlismy do srodka, bo w kasie wisialy tabliczki, z nakazanym odzieniem, jakie tam obowiazuje. Mielismy oboje krotkie spodenki. Potem zauwazylismy, ze nie kazdy ma dlugie rzeczy na sobie.





Weszlismy za to do jaskini, ktora byla obok. Nie do konca rozumiem, co ta atrakcja przedstawia, wstep 7$ od osoby. Jakies stawiki z rybkami, wodospady, biegajace wolno pawie i kury, papugi i weze, z ktorymi mozna sobie zrobic zdjecie (oczywiscie za odpowiednia oplata. Tzn. samo zdjecie Twoim aparatem nie jest platne - juz pozniej takie wydrukowane). Mi to takie pseudo atrakcje do szczescia nie sa potrzebne ... ale Imranek, ktory wyrwal sie z tej swojej rajskiej wysepki, wczesniej byl tylko w Indiach i Sri Lance (medycznie) to takie kiczowate bajery robia na nim wrazenie. Oduczylam go tego pozniej na Bali, kiedy probowano wcisnac nam, ze kawa .... a to o tym w swoim czasie).












 Z powrotem ta trase pokonac by trzeba bylo juz w 2 godziny (korki), cena taksowki roniez x 2. Wsiedlismy wiec do pociagu. Niedaleko jaskini jest stacja. Bilet dla 2 osob ok 1,70$. Dojechalismy do glownej stacji, a stamtad przesiadka na podniebna kolejke







Bilet na kolejke kupuje sie w automacie, tez jakies groszowe sprawy (ok. 1,5$). Biletem jest plastikowy zeton, ktory przy wyjscu trzeba wrzucic do odpowiedniego pojemniczka, odblokowujacego bramke. Mysmy oczywiscie zetony wyrzuili od razu, do pojemnika, ktory  byl przy wejsciu do kolejki. Potem tylko my i jeszcze jeden bialy pan, zostalismy jak sieroty za bramka, nie umiejac sie stamtad wydostac. Ale pewnie nie my pierwsi i nie osatni, bo od razu znalazla sie pani z obsugi, ktora pewnie specjalizowala sie w takich sierotach jak my. Wypuscila nas bez problemu. Pamietajcie - zetonow nie nalezy pozbywac sie tuz po wejsciu ma peron.

***

Dzien trzeci postanowilismy preznaczyc na zakupy. Jako, ze na Malediach kupic to sobie moge, ale tylko burke, korzystamy z okazji podczas wyjazdow. Najlepsze deale robimy na Sri Lance. O Malezji takze slyszelismy, ze mozna zrobic niezle zkupy ciuchowo - sprzetowe w rozsadnej cenie. Niestety chyba nie w stolicy. Albo moze i w stolicy, ale zle trafilismy. Skepy, ktore odwiedzilismy, cenowo nie roznily sie od cen w Europie. W dodatku sklepy typu Chanel czy Armani to nie jest moj target. Trafilismy do jeszcze jednego sklepu, ktory mial 6 pieter. Caly w hijabach i burkach .... takze znow nie znalazlam nic dla siebie. No, moze jedynie, a moze i AZ - fryzera! Na Malediwach nie mam tego luksusu, aby pojsc raz na miesiac i zrobic porzadek z wlosami. Na Sri Lance bywam srednio raz na 3 miesiace, wiec tam kozystam z uslug, mojej ulubionej dzis fryzjerki. Jako, ze wlosy wolaly o pomste do nieba, skorzystalam z tego, w muzulmanskim centrum handlowym. Cena 50$ - za strzyzenie i odrosty. Efekt - ok! Choc wystraszylam sie, kiedy malezyjska pomocnica nakladala na wlosy rozjasniacz, bez uzycia do tego folii spozywczej (wlosy farbowane dotykaly tych, ktore nie mialy zostac pofarbowane). 







Kierunek - jedzenie !



***

Dzien czwarty - wyjezdzamy na Bali! Odlot mamy dopiero o 17, ale wiedzac, ze lotnisko jest duze, dosyc daleko (dobra godzine), no i juz tego Bali sie doczekac nie moglismy, wyjechalismy tuz po wymeldowaniu o godzinie 12. Z zapoznanym juz w pierwszy dzien taksowkarzem. Jako, ze czasu jeszcze bylo sporo, a przejezdzalismy akurat kolo wiezy telewizyjnej - postanowilismy na szybko jeszcze o nia zahaczyc. Pierwotnie tylko na zdjecia na zewnatrz, ale dalismy sie namowic rowniez na wjazd na sama gore (koszt 30$ od osoby). Mozna wjechac troche nizej, ale chodzi sie wtedy po tarasie widokowym, ktory jest oszklony.


















Cala ta nie planowana wycieczka, zajela nam moze okolo 45 minut. Teraz kierunek lotnisko i lecimy ... lecimy na Bali! Bali, ktore sie kocha albo nienawidzi. Jestem pewna, ze mnie zauroczy, ale sprawdzimy to, sprawdzimy.