30 września 2012

5. Paphos - Cypr , czyli wszystko to, co do udanego urlopu niezbędne

          Cypr to wszystko to, co jest mi niezbędne podczas urlopu: słońce, ciepłe morze, we wszystkich odcieniach niebieskiego i zielonego oraz przemili ludzie, którzy chętnie udzielają pomocy w każdej sytuacji.


         Na Cypr lecieliśmy z Norwegii, gdyż takie połączenie z przesiadką, okazało się tańsze, niż bezpośrednio z Krakowa. Z Krakowa leciałam w czerwcu na weekend, bilety kosztowały wówczas 174 zł w obie strony. Tym razem, w szczycie sezonu, z 6 godzinnym pobytem pod Oslo - 310 zł w obie strony. Podróż z Krakowa kosztowała coś około 600.
        Pierwszy dzień rozpoczęliśmy od spaceru do supermarketu, aby kupić to co najpotrzebniejsze, a czego nie zabraliśmy ze sobą, ze względu na ograniczenia bagażu podręcznego (10 kg). Sklep okazał się być dalej, niż nam się wydawało, w dodatku szło się ciągle pod górę, ale dzięki temu im wyżej, tym piękniejsze widoki wyłaniały się za naszymi plecami. Już samą atrakcją (no, przynajmniej dla mnie ;-) było przejście między osiedlami i domkami rdzennej ludności, można było zajrzeć do ogródka i zobaczyć jak rosną mało popularne w naszym kraju owoce. Gałęzie uginały się od granatów i limonek, które pozbieraliśmy do reklamówki, i którymi ozdabialiśmy wieczorne drinki oraz dodawaliśmy do herbaty. 

Pachniało nimi w całym mieszkaniu.


Na terenie obiektu, znajdowały się dwa baseny, odzielone mostkiem, dwa jacuzzi i leżaczki z parasolkami.

Wieczorami kąpaliśmy się, do późnej nocy roztrząsając wszystkie problemy tego świata.


Jednak wieczory spędzalismy nie tylko na basenie. Czasem udawaliśmy się w miasto, pooglądać cypryjskie pamiątki Made in China, poobijać się o innych turystów czy posiedzieć pod średniowiecznym zameczkiem w porcie, przed którym w sierpniu rozstawiona jest scena i odbywają się liczne koncerty.



Ten zameczek to hotel, Roman się nazywa. Chciałam sprawdzić ile kosztuje noc w tymże hotelu, który wydaje się niezwykle ekskluzywny, znalazłam  go na booking.com i ku mojemu zdziwieniu, hotel posiada tylko 3 gwiazdki i pobyt w nim nie jest wcale taki drogi. Nie wygląda jak przeciętny hotel, patrząc na zdjęcia sprawia wrazenie wyjętego z czasów starożytnych.    Hotel Roman

A tu jego brat, Roman II, oddalony kilkadziesiąt metrów od Romana I.

W Paphos co rusz, spotyka się ruiny grobowców i katakumby. 


Drzewko szczęścia. Na materiałowej chusteczce zapisuje się życzenie i przywiązuje do gałęzi. Nie przywiązałam, bo, raz: nie miałam materiałowej chusteczki, a dwa: mam wrażenie, że wszelkie życzenia spełniają sie u mnie dokładnie na odwrót. 


Niedaleko centrum Paphos, znajduje się najlepsza w mieście (jeśli nie na całej wyspie) cukiernia - piekarnia. Panie czego tam nie ma! Wszystko to co na zdjęciach, smakuje tak samo dobrze, jak dobrze wygląda. No i jest oczywiście nieziemsko słodkie. Ceny nie są odstraszające, bo za jeden deser zapłacimy od 45 centów do 1,95 euro. Całe szczęście, że cukiernia oddalona była od naszego miejsca pobytu, o dobre pół godziny spacerkiem. 


W piekarni znajdowały się nie tylko słodycze. Na bierząco pieczone były pizzeryjki, ciastka ze szpinakiem, z pieczarkami lub parówki we francuskim ciescie. Wszystko to, co udało mi się sprobować - było jak na najlepszą cukiernię przystało - bardzo smaczne. Szczególnie mini pizze.

          Jeden dzień poświęciliśmy na clubbing po plażach :-) na Cyprze wybrzeże nie jest długie i piaszczyste. Plaże pochowane są w zatokach, każda jest inna i niepowtarzalna.

W tej okolicy jest zdecydowanie mniejsza ilość hoteli i resortów, jest bardziej sielsko, wszędzie plantacje bananów, kwiaty, krzewy i owoce.







Podjechaliśmy kilka przystanków autobusem pod Blue Coral Beach, oddalajac się tym samym od centrum turystycznego.


Blue Coral Beach to plaża kamienista, z najpiękniejszym turkusowym kolorem wody w okolicy. Każdy kamyczek jest inny, każdy wyjątkowy. Przyglądaliśmy się im i wyszukiwali perełki. Wszystkie były tak piękne, że ciężko było wybrać te, które na pewno chcielibyśmy ze sobą zabrać. 


Idąc wzdłóż morza, wsród przepięknej roślinności, doszliśmy na kolejną plażę.




Moje ulubione kwiaty Tiare. Wyglądają jak sztuczne. Szkoda, że nie można ich intensywnego zapachu schować do słoiczka.



Niektóre plaże zagospodarowane są przez hotele, jednak na Cyprze nie ma czegoś takiego jak plaża wyłącznie dla gości hotelowych - wszystkie są publiczne, nie można jedynie korzystać z leżaków i parasolek.


Zejście do wody znajduje się na tej fotografii po prawej stronie. Woda tam jest bardzo spokojna, łatwe wejscie do wody, stopniowo, po czystym, piaszczystym dnie. Woda ma tam kolor zielonkawy, chociaż to wszystko też zależy od słońca, które pada różnie, w zależności od pory dnia.






A to już plaża przy hotelu Cyntiana. Wycieczka po klifach okazała się niezwykle męcząca i nie chciało mi się za bardzo wyciągać aparatu. Dlatego na tej plaży jest tylko jedno zdjęcie.


Do wody schodzi się z uroczego mostka, którego nie udało mi się sfotografować. Zamieszczone zdjęcie pochodzi ze strony holidaycheck.pl.


Byliśmy tak zmęczeni, że nie dotrwaliśmy nawet do zachodu na plaży. Ale zachód mogliśmy obejrzeć, wystarczyło wjechać na dach apartamentowca.


Droga na stare miasto Paphos, to prawie ta sama trasa, która wiedzie do supermarketu, wspominałam o niej  na samym początku. Pięknie kontrastujące kolory, bliżej niezindentyfikowane owoce i kotki.



Stawiam, że to pomelo. Owoc miał aksamitną skórkę (według Rafała baaardzo gorzką ;-) i był duży. Za duży jak na grejpfruta.








Kościółki, kościoły ...



Stare Miasto. Koniec sierpnia to również na Cyprze, czas letnich wyprzedaży. Nieomieszkałam zahaczyć o kilka butików.


A to jakiś pseudo park, w centrum miasta.


Droga powrotna do domu.




Tutaj ciągle mieszkają ludzie. Domy misternie zbudowane z kamieni, okna równo z chodnikiem. Przynajmniej jest chłodno w upalne dni, czyli 350 dni w roku. 





A tu na tarasie, kotki mają swój wybieg. Coś jak mini schronisko. Widać, że solidnie ktoś się nimi zajmuje. Taras jest czyściutki, wszędzie pełne jedzenia miseczki, drapaki i legowiska z kocyków.


To był pierwszy od kilku dni, pochmurny dzień, a właściwie wieczór, bo ranek był bezchmurny. Jednak nie spadła ani kropla deszczu, a temperatura mimo chmur, utrzymywała się powyżej 30 stopni.



O, a tu wieczorne Sunsety na tarasie. Sunsety to nic innego jak drink Sunset Beach, zgapiony z Sausalitos. Drink składa się z soku pomarańczowego, grejpfrutowego i grenadyny. A, no i oczywiście alkoholu.

Niedaleko portu stoi latarnia. Widać ją wyraźnie z plaży, która znajdowała się nieopodal naszego apartamentu. 

Bardzo modne stało się branie ślubu na Cyprze. Wiele hoteli ma w swojej ofercie pakiety dla nowożeńców. W Polsce jest jedna firma, która zajmuje się jego organizacją. Koszt od kilku do kilkunastu tysięcy euro. 
Ceremonia odbywa się w "budce" na zdjęciu powyżej. Natomiast przyjęcie weselne na tarasie restauracji, który znajduje się tuż po prawej. Raz mieliśmy okazję zobaczyć rozstawione i udekorowane stoły. Ale pary młodej już nie. 

Domki i apartamenty do wynajęcia tuż nad samym morzem. 








W przedostatni dzień chcieliśmy poleżeć na najpiękniejszej w okolicy plaży - Coral Beach. Z centrum jedzie wzdłóż wybrzeża autobus nr 615. Niestety dopiero w domu zorientowalam się patrząc na mapę, ze Coral Beach znajduje się o jedną zatokę wcześniej, a autobus, który wyświetlone ma Coral Beach i na ostatniej stacji zatrzymuje się przy pięknej turkusowej wodzie - zawozi turystów na Corallia Beach. Myśle, że podobnie jak ja, większość turystów przekonana jest, że leży na tej najpiękniejszej - Coral Beach. Ale Corallii też nic nie brakuje. Gdyby ktoś się tam kiedyś wybierał, niech nie da się zwieść pozorom!  :-) Przy Coral Beach nie ma niestety przystanku, więc zanim się na nią udacie - sprawdzcie dokładnie jak tam dotrzeć. 



Zdjęcie powyżej zrobiła Agata. Mam nadzieję, że się nie pogniewa, że je tu zamieszczam ;-)


10 dniowy wypad jak zwykle szybko dobiegł końca. Jestem zła na siebie, bo nie zobaczyłam tyle ile bym chciała. Jednak część współpodróżników niechętnie ruszała się poza teren obiektu :-) A samemu, brakuje motywacji, aby wypuszczać się w dalekie tereny. Powiem jak zwykle: przynajmniej będę miała powód, aby tu znowu wrócić.




Szczerze polecam wakacje na Cyprze. Cypr, kiedyś bardzo dla nas Polaków niedostępny, wręcz ekskluzywny - dziś jest na wyciągnięcie ręki: bezpośrednio z Krakowa, lub kombinowanym lotem, przez Norwegię lub Szwecję. Po wprowadzeniu euro na Cyprze, ceny znacznie spadły, tym samym Cypr stał się znośny dla naszych kieszeni. Polskie Konsorcjum Biur Podróży mocno postawiło w tym roku na rozpowszechnienie Cypru wsród naszych rodaków. Od czerwca do teraz, ciągle są oferty sprawdzonego i bezpiecznego biura,  za 499 zł ze śniadaniem i za 999 zł  all incl. co jeszcze 2 - 3 lata temu było nie do pomyślenia. Myślę, że obniżenie cen zmusił Cypryjczyków kryzys, w myśl: lepszy biedny turysta na kwaterze niż żaden. Kryzys rzeczywiście jest zauważalny, puste knajpy, opuszczone sklepy czy hotele, niedokończone budowy drogich resortów. Jednak piękne turkusowe plaże i słońce 350 dni w roku pozostaną nienaruszone, bez względu na kryzys, dlatego warto tam polecieć, o każdej porze roku.