20 sierpnia 2012

3.5. Azzurre Window i addiju Malta !

           Będąc na Malcie, nie można odmówić sobie wycieczki na Gozo. Można dostać się tam jedynie promem, zdjęcia z terminala przewinęły się już w jednym z pierwszych postów. Koszt biletu to 4,50 € od osoby w obie strony (przynajmniej tka było w 2010 roku), płatne w drodze powrotnej. Opłata za prom nikogo nie ominie, gdyż nie da się wrócić stamtąd innym środkiem, jak tylko Gozo Channel. 
   




Powierzchnia Gozo wynosi 67 km kw. i panuje na niej zdecydowanie większy spokój niż na Malcie, jednak wizualnie wyspy nie różnią się zbytnio od siebie. Budynki sa w takich samych, piaskowych kolorach, kościoły wręcz identyczne. Jedyna różnica to kolor autobusów: na Gozo są one szare. Zostało nam torchę czasu do odjazdu autobusu pod słynne Lazurowe Okno, więc postanowiliśmy przejść się po okolicy. 






U stóp góry zakmowej znajduje się średniowieczna twerdza.



 Na Gozo jest więcej zieleni, pól uprawnych i atmosfera jest bardziej sielska.



Azzurre Windw znajduje się dokładnie tutaj. Ir-Rabat to to wzgórze z twierdzą, ze zdjęć powyżej. Stojąc na szczycie, widać prawie całe Gozo.



Klify przy Lazurowym Oknie.


Podłoże jest tam dość dziwne, trochę jak z innej planety. Kiedy morze jest bardziej wzburzone, fale docierają bardzo daleko i bardzo wysoko. Słońce świeci dość mocno, woda wysycha szybko i w dziurach zostaje tylko gruba warstwa soli.



Oto Lazurowe Okno. Przepiękne, ogromne. To zdjęcie, jest moim ulubionym.




Oczywiście, że nie można tam wchodzić ... wiadomo, wszystko co zakazane, kusi najbardziej. Już miałam wizję jak okno nagle pęka, a ja zostaję przyszłą niedoszłą ... wdową. Ale dzięki temu dobrze widać, jak duże jest okno, w porównaniu do człowieka.


Na większości zdjęć, czy to w przewodnikach czy w internecie, woda jest spokojna i wydaje się płytsza. Przy nas fale z ogromną siłą, rozbijały się o skały.



Była skała słonia, jest i krokodyl.
Dotarliśmy ostatnim autobusem do terminala na Gozo i wrócili na Maltę. Była to akurat sobota, więc autobusy na Gozo kursują trochę rzadziej niż w tygodniu.


Do odjazdu busikiem pod hotel, było jeszcze trochę czasu, więc wykorzystałam ten moment na spokojne sfotografowanie autobusu. D. wpakował się do środka, w ciągu kilku minut chyba z piętnaście razy zapytany był, czy jedzie do Bugibby. 


Ostatnie dni spędziliśmy  już tylko wylegując się leniwie na plaży. Wpadliśmy zobaczyć znane Paradise Bay. Plaża jest bardzo przyjemna, schowana za wzgórzem. Dochodzi się do niej pieszo, z głównej drogi. A przystanek znajduje się jeden lub dwa wcześniej, niż terminal promowy.




W drodze powrotnej, zaczepiliśmy kierowcę autokaru, który przywiózł grupę turystów na plażę, już nawet nie pamiętam dokładnie o co, w każdym razie jechał do centrum i zaoferował sam z siebie, że nas podrzuci. Było to bardzo miłe.


Woda na Malcie jest niesamowicie czysta, a świat podwodny niezwykle ciekawy. Zakupiliśmy w jeden z pierwszych dni, podstawowy zestaw do snorkelingu. Pływaliśmy na zmianę, wynurzając się za każdym razem, zauważywyszy stadko kolorowych rybek, płaszczkę czy jeżowca. Jednak takie suche opowieści nieoddawały zupełnie uroku tego co się tam dzieje, dlatego nadszarpnęlismy zapasową skarbonkę i kupili drugi zestaw. I teraz każdy ma swój :) pływaliśmy razem, pokazując palcem to, co ciekawego akurat zauważyliśmy. Świat podwodny jest intrygujący. Spędzaliśmy w ten sposób każdy poranek. Zabieraliśmy tylko maski i ręczniki. Za każdym razem szliśmy w inne miejse bo kilka metrów dalej, dno wyglądało zupełnie inaczej i pływały rybki w innym kolorze :)


 Wygląda na to, że to już ostatnia część o urokliwej Malcie. Jak widać, każdy znajdzie tam coś dla siebie, czy to amatorzy sztuki i zabytków czy leniwce wylegujące się na słońcu. I nie ma mowy o nudzie! Jedyna zła wiadomość jest taka, że autobusy nie spełniają wymogów unijnych i zostały wycofane z obiegu. Szkoda, bo choć Malta jest piękna i jedyna w swoim rodzaju, to bez autobusów, nie jest już tą samą Maltą. Skradła moje serce i póki co nic jej nie przebiło. Choć Cypr skutecznie się o lewą komorę stara. I jutro już tam będę :)

1 sierpnia 2012

3.4. Blue Lagoon czyli raj na ziemi

          2 lata temu, o tej porze, byłam w raju na ziemi. Piękniejszych urodzin chyba nie można sobie wymarzyć. Na Malcie, wielu mieszkanców posiadających własne łodzie, organizuje całodniowe wycieczki. Przeróżne! Wokół wyspy lub do najciekawszych zakątków. Zdecydowaliśmy się na rejs na Blue Lagoon, schowane pomiędzy Comino a Cominoto. 




To ten kościółek, w Mellieha, który pojawił się w jednym z wcześniejszych postów.


Kapitan po trasie pokazał nam kilka ciekawych miejsc i wpływał do grot. 
Roccia d'Elefante - skała przypominająca słonia.




Woda co kawałeczek, miała zupełnie inny kolor. Raz niebieska, raz zielona, raz turkusowa. Przepiękna! Podobno woda na Malcie jest najczystrzą w Europie, w 97 %.



Dopiero od strony morza widać, że wyspa jest na prawdę malutka. Widać wszystko z jednego miejsca. I kościółek w Mellieha i prom płynący do Gozo i samo Gozo.

I tu zaczyna się raj. W związku z tym, że Blue Lagoon nie jest specjalnie duże, było dość tłoczno, jednak okoliczności przyrody były tak cudowne, że nie przeszkadzały nawet tłumy turystów. A statki dodawały  tylko uroku. 



Wysadzili nas tu na kilka godzin, aby każdy mógł na spokojnie się pokąpać i zrelaksować. 







Charakterystyczne, kolorowe maltańskie stateczki. Kiedyś mieszkańcy posiadali tylko takie. Teraz została ich już tylko garstka i służą raczej jako atrakcja, ciesząca oko turystów. 


Woda wydawała się czystrza niż ta lecąca z kranu. A pod stopami drobny, bielutki piasek. 





Wracamy. Niestety. Nie spodziewałam się tylko, że kapitan zawiezie nas w jeszcze kilka równie pięknych zatoczek.










Takiego koloru wody jeszcze nigdy nie widziałam. Wiem, powtarzam się, ale na prawdę ciężko mi uwierzyć, że to wszystko natura ,zero ingerencji człowieka. 

Karmiliśmy kolorowe rybki. Rzucały się na bułkę jak co najmniej piranie. Szkoda, że nie posiadam aparatu robiącego zdjęć pod wodą. Stoi gdzieś na mojej liście must have, zmobilizuje mnie na pewno kolejny wyjazd  w miejsce z równie interesującym światem podwodnym. 












Powrót na ziemię. Dosłownie. Piękna wycieczka ale i wyczerpująca. Popadaliśmy jak muchy. Jednak nie zawaham się to jeszcze kiedyś powtórzyć !