8 marca 2013

15. Fihalhohi - where the sands of time stand still

         
           Podróż z Maafushi do Fihalholi trwa około 30 minut. Wstęp do resortu kosztuje 20 dolarów. Po drodze mija się kilka innych resortów, m.in. Biyadhoo czy Sand Bank a tuż obok motorówki, co rusz wyskakują z wody latające rybki. Pojawiają się znienacka, lecą kilka metrów i znikają w oceanie. Czasem samotnie, czasem grupowo. Wygląda to mniej więcej tak:

źródło: http://tempsdevivre2.blogspot.com/2012_03_01_archive.html


W przeciwieństwie do Biyadhoo, na Fihalholi plaża znajduje się po jednej stronie wyspy. Na Biyadhoo można spacerować brzegiem oceanu dookoła, ale też tylko wtedy, gdy poziom wody jest niski. No i na Fihalholi są charakterystyczne, kojarzące się większości z Malediwami,  bungalowy postawione na wodzie.


Wejście do resortu






Noc w takim domku kosztuje około 300 dolarów




Czaple spotka tam chyba każdy. Nie boją się ludzi, wręcz przeciwnie - wydaje się nawet, że pozują do zdjęć. 






Pomiędzy pomostami, pływają naprawdę duże ryby. Między innymi Titan Triggerfish, która nie należała do moich ulubienic. Ale ... miło było ją zobaczyć na żywo. Ryby te osiągają do 70 cm długości. Ta nasza miała może 40, ale i tak siała postrach. 

źródło: http://www.reeftraveler.com/2012/09/the-titan-triggerfish-does-it-really-bite-divers-and-snorkelers.html


Na te mniejsze polowała czapla, z dumą prezentując swoją zdobycz, pozując do zdjęć .........

..... sekundę później rybka zostaje połknięta..... 


.... a czapla jak gdyby nigdy nic, idzie sobie radośnie dalej.


W przeciwieństwie do żółtej Titan Triggerfish, czapla zdobyła moją sympatię natychmiast. Zarówno czaplę jak i żółtą rybę, spotkać można na Maafushi. 






Na Fihalhohi znajduje się bar o nazwie Blue Lagoon. Ceny porównywalne do Biyadhoo. Za Coronę płaciliśmy 6.5 dolara. Za zimne piwo w takich okolicznościach mogłabym dać nawet 15, byleby tylko, jak głosi hasło reklamowe wyspy - czas stanął w miejscu. 












Na każdym tarasie znajduje się drabinka, prowadząca wprost do oceanu. 



Na każdym palu siedzą przynajmniej po dwa kraby potwory. Tańcują dookoła. 


Natomiast te z muszelką, chowały się pod drzewkami. Jest ich tam tyle, ze krzaki aż się trzęsły. Trzeba było przesunąć leżak kilka metrów dalej, bo się spoufalały i zaglądały do toreb. 


Niedaleko Blue Lagoon, siedzą sobie papużki. Bardzo sympatyczne i niestety na uwięzi. Miały smutne oczka.


Ta powtarzała wszystko, co się do niej mówiło. Kiedy zaczęłam się z niej śmiać, wyśmiała mnie tak samo, charakterystycznym dla mnie śmiechem. Zabawne to, kiedy ktoś śmieje się tak samo jak ja :-) 

Na Fihalhohi jak dla mnie, jest najpiękniejsza rafa z tych wszystkich, które miałam okazję zobaczyć. Świat podwodny jest tu naprawdę barwny i zróżnicowany. Ryby w ogóle się nie boją, wpychają się w obiektyw na myśl o tym, że to inna ryba będzie właśnie fotografowana. Odwracasz w prawo głowę a tu 3 pary zazdrośnie łypiących na ciebie oczek. 


 Obiektyw skierowany był zdecydowanie na kogoś innego :-)



 







Dzień dobiegł końca. Poprosiliśmy o odbiór nas tuż po zachodzie słońca. Ku mej uciesze, odebrał nas 19 letni Firash. Miło tak patrzeć, jak figlarnie odgarnia z oczu swe czarne loki :-) 



UPDATE: Tak się jakoś złożyło, że od sierpnia 2013 jestem mieszkanką jednej z wysp na Malediwach :-) Zapraszam na mojego drugiego bloga, gdzie piszę o swoich perypetiach oraz wrzucam cenne wskazówki dla tych, którzy wybierają się na Malediwy

4 komentarze:

  1. SUPERRR MADZIA :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczne widoki, super blog! Jak dla mnie rewelacja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dusza się raduje :D dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prze prze przecudnie!Śliczne zdjęcia, a to z czaplą z rybą w dziobie rewelacja.Achhh spędzić chociaż jedną noc w domu na palach.Ja jak to ja pewnie bym się pozbyła części ciuchów byle tylko się skarby znalezione na plaży zmieściły.Krabiki też śliczne:)

    OdpowiedzUsuń