6 lipca 2016

BALI się kocha lub nienawidzi

Wyspa Bali ma skrajne opinie. Albo ludzie są super zachwyceni albo wręcz przeciwnie - nie polecaja i nigdy więcej ich noga tam nie postanie. Byłam ciekawa, jak będzie ze mną, do której z tych grup ja się zaliczę. 
Po co leci się na Bali? Na pewno nie po piękne plaże, krystalicznie czystą wodę i widoki jak na pocztówce. Albo może inaczej: plaże są i to bardzo urokliwe, ale nie jest to bielutki piasek i turkusowa woda (tego szukajcie na Malediwach, nie zawiedziecie się :) ). Piasek jest czarny, dużo kamieni, a plaże są wąskie. Pewnie stąd między innymi wynika niezadowolenie, bo Bali kojarzy się z rajem. Ja tam na plażę nie pojechałam, mając pod domem najpiękniejszą, jaką w życiu widziałam :) Pojechałam tam dla gór, wulkanów, tamtejszej kultury, kadzidełek, posążków Buddy, lokalnego jedzenia (smakowało mi bardziej, niż to malediwskie, bo nie wszystko naszpikowane było rybą.). Aaa no i dla świata podwodnego oczywiście! Zabraliśmy nasze dzienniki nurkowań, maski, komputery. Dlatego wybrałam na pierwszy rzut okolicę z wieloma miejscami do nurkowania i hotel, który ma także swe centrum nurkowe. 
W miejscowości Amed zatrzymaliśmy się na 6 dni w hotelu Jukung Dive Resort Bali. Wybrałam pokój z widokiem na morze, za 30 USD za noc, ze śniadaniem dla 2 osób. Ceny noclegów na Bali są niesamowicie atrakcyjne. Można znaleć za 10 - 14 USD pokój w tzw. Home Stay (coś ala Guest House), choć miałam ochotę wspomóc mały lokalny, rodzinny biznes, przekonało mnie centrum nurkowe w Junung Dive Resort Bali. Tam w końcu także pracują lokalni ludzie.
Dotarliśmy z lotniska już grubo po północy. Jeszcze przed przylotem poprosiłam managera hotelu, aby wysłał po nas taksówkę - te z lotniska są podobno bardzo drogie, a autobua lokalnego raczej nie uświadczy. Jako, że było późno, a cena wydała mi się w porządku (28 USD), zaklepaliśmy transport. Na lotnisku przywitał nas 19-letni chłopak, uśmiechnięty, ze znikomą znajomością jezyka angielskiego. Nie ważne, próbował z nami rozmawiać, czuło się, że jest nowy w turystyce i nie miał tego zacięcia nagabywacza.
Na miejscu czekał na nas czyściutki pokoik. Część, w której mieszkaliśmy jest nowa. Sam hotel bardzo klimatyczny, kameralny, z miłą, uśmiechniętą i pomocną obsługą.











Po śniadaniu zrobiliśmy plan na kolejne dni, umówiliśmy się na pierwsze nurkowanie po południu. Czas oczekiwania spędziliśmy nad hotelowym basenem. 
 Zrobiliśmy w sumie 10 nurkowań - wykupiłam pakiet VIP, za który zapłaciliśmy 300 USD każdy. To 30 USD za jedno nurkowanie, więc cena bardzo dobra. Sprzęt cały zawarty był w cenę oraz obiad pomiędzy nurkowaniami (robiliśy osd 1 do 3 nurkowań dziennie).



Zajrzeliśmy jeszcze na chwilę na plażę, z czystej ciekawości, bo jakby plażowanie to ostatnia rzecz, jaką chcielibyśmy robić podczas naszego urlopu (o ironio, cały rok plażujemy w pracy)







Wrzucę najciekawsze zdjęcia ze wszystkich nurkowań, już bez podziału na poszczególne dni.





To nie trawa - to ryby - Mureny, chowające się w ziemię, kiedy się do nich podpływa 








Amerykański wrak, z II wojny światowej. Przepiękny. Nurkowaliśmy tam także w nocy














Zastanawiałam się, czy po nurkowaniu na Malediwach, jest mnie coś w stanie jeszcze zaskoczyć. Otóż, okazało się, że tak. O ile na Malediwach szukamy wielkich stworzeń, rekinów, mant, im większe tym lepiej, tak na Bali udaliśmy się na poszukiwania małych, kilkucentymetrowych rybek, krewetek, koników morskich o wielkości paznokcia. Szacun dla naszego instruktora za to, że był je w stanie odnaleźć







Stwory, jak nie z tego świata




Nasz ostatni dzień nurkowań w Amed. Wreszcie mieliśy okazję zobaczyć szczyt wulkanu, który jest nieopodal. Zawsze czubek był w chmurach. 





Ułożyliśmy sobie plan nurkowań tak, aby móc jeszcze przez półtora dnia przynajmniej pojeździć na skuterku i pozwiedzać okolicę. Dobrze zrobiliśmy bo ta okazała się przepiękna. Soczyście zielona, wszędzie pola ryżowe i zapracowani ludzie. Wreszcie też Imranek zrozumiał, dlaczego Malediwcy w moich i turystów oczach uchodzą za leserów - jak sam zauważył, tu nikt nie siedzi. Wszyscy pracują , ciężko, w polu lub na budowie. Ulicę, po której jeździliśmy, remontowały kobiety!

Przejażdżka skuterkiem będzie w następnym odcinku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz