14 lipca 2012

3.2. Mellieha i Maltańczycy

          Następnego dnia, wybraliśmy się na sam czubek wyspy, ale najpierw wstąpiliśmy na pocztę, aby wysłać kartki. Kartka na Bocianów i kartka do babci, która obowiązkowo zabierała każdą do koła emerytów, chwaląc się gdzie to tym razem jej wnuczek i "wnuczka" się wybrali :-)


Zdjęcie  nie przypomina ani poczty, ani kartki. Te pachnące drzewka napotkaliśmy po drodze na pocztę, więc aby było hronologicznie - wrzucam.  Kolory kwiatów pięknie komponują sie z błękitem nieba.

Kartki wysłane, autobus już czeka, jedziemy.


W środku, na suficie, rozpoznać można dwa białe sznurki, prowadzące do dzwonka. Jako, że ruch jest lewostronny, kierowca siedzi po prawej stronie autobusu. Po lewej stronie, tuż za wejsciem, jest potrójne siedzenie, na którym miałam okazję ze dwa razy siedzieć.



Na końcu świata.



Woda była czysta i miała piękny kolor. Przy brzegu turkus, nieco dalej granat. W tym miejscu zatopoionych jest kilka wraków, dlatego to miejsce jest idealne dla nurków.




Na samym czubku znajduje się terminal, z którego odpływają promy na młodszą siostrę Malty - wyspę Gozo. Między Gozo a Maltą znajdują się jeszcze dwie maleńkie wyspy: Comino i Cominioto. Na Comino mieszka podobno tylko 12 osob. To ta wysepka w tle. Pomiędzy nimi ukryty jest istny raj, tzw. Blue Lagoon. Organizowane są tam całodniowe wycieczki statkiem. Wybralismy się, a jakże. Zdjęcia i relacja w następnych odcinkach :-)



W drodze powrotnej wysiedliśmy wcześniej, aby wejść pod górę i zobaczyć wieżę Św. Agaty. Widok po drodze był cudny. Nikogo poza nami nie było. Tylko wiatr rozwiewał włosy i przygrywały świerszcze, a dookoła piękne widoki. Stąd widać Melliehę i kościółek, do którego podjechaliśmy wracając z wieży Św. Agaty. Tu wodiczna jest także jedna z nielicznych na Malcie, piaszczysta plaża.



Na tym murku ślad po sobie pozostawiło wielu turystów. My też podpisaliśmy się. Ciekawe czy nasze pseudonimy artystyczne zachowały się? Gdyby ktoś przypadkiem był, proszę poszukać "Maja i Dodo"


Malta to wolność. Nic nie trzeba. Nic nie każą. Czas nigdzie nie goni.


Cel naszej małej wycieczki pod górę - wieża Św. Agaty, nazywana zamiennie Czerwoną Wieżą. Wybudowana w 1649 roku do celów obronnych. Była też swego rodzaju komunikacją  między stolicą a resztą wysp, nadawano z niej sygnały świetlne.



Jadąc autobusem tymi krętymi dróżkami, raz z górki raz pod górę, ciarki po plecach przechodzą. Szczególnie siedząc z przodu, ma się wrażenie, ze kierowca nie wyrobi lub zahaczy o jakiś dom, w terenie zabudowanym.



Świątynia w Mellieha.










Malta uważana jest za najbardziej katolicki kraj w Europie.  Mieszkańcy nie tylko wierzą, ale także praktykują.


Jan Paweł II gościł w tej świątyni w 1990 roku.


Wróciliśmy z powrotem w Bugibba, gdzie zaprzyjaźniliśmy się z paroma Maltańczykami ;-)





Maltańczycy




Wszędzie pełno kotków. A, że my kociarze, nie mogliśmy tak po prostu przejść, nie przywitawszy się.


Obrażony Pan Stefan, chciałby już chyba jechać do domu :-)



Oczywiście Maltańczycy, bo tak ich nazywają, nie są pozostawieni na własny los. Dbają o nich mieszkańcy, wszędzie pełno miseczek i jednorazowych talerzyków, które o określonych porach, napełniają się.


Ten Garfield leżał tam od rana do nocy. Jeśli ktoś chciał wejść do sklepu, przesuwał grubego na bok, a ten ani nie drgnął. Spotkaliśmy go po drodze na pocztę. Gdy wracaliśmy wieczorem, spał tam dalej. Niewzruszony.

W następnym odcinku występować będzie Valetta, stolica, a także Blue Grotto, czyli zespół kilku jaskiń i grot skalnych, na południu wyspy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz